Historia

Kołacz do XIX wieku

Spotkać można różne definicje kołacza. Jedna z nich określa kołacz jako rodzaj pospolitego u Słowian pieczywa obrzędowego, wypiekanego z pszennej mąki, niezbędnego przy uczcie weselnej i wielu innych uroczystościach[1]. Kołacz prawdopodobnie swoją nazwę wziął ze swojego pierwotnie kolistego kształtu. Często był dekorowany i nadziewany serem, makiem czy masą orzechową. Najczęściej pieczony był na wesele jako ciasto obrzędowe. Wypiek ten traktowany był jako symbol dostatku, co obecne jest do dzisiaj w przysłowiu: „Bez pracy nie ma kołaczy”. Znane były również „kołacze twarożne”, którymi nazywano placki wielkanocne pieczone z pszennej mąki z serem. Odpowiednikiem kołacza był korowaj, szczególnie popularny na Rusi. Wypiek ten posiadał również charakter obrzędowy i związany był też z kultem zmarłych[2].
Od X stulecia wypiekano na polskich ziemiach chleb na zakwasie, żytni i pszenny, a na szczególne okazje – pszenne kołacze z białej mąki[3]. W średniowieczu, które trwało umownie do końca XV wieku, kołacz (na ziemiach wschodnich zwany korowajem) jako smaczne i kosztowne ciasto weselne podawany był na weselach po oczepinach i miał zagwarantować nowej rodzinie dostatek[4].
Zwiększenie uprawy żyta i pszenicy w XII-XIII wieku oraz pojawienie się młynów wodnych wpłynęło na wzrost spożycia pieczywa tak, że jego obecność na stole przestała być wyróżnikiem społecznym. Za to takim wyróżnikiem stał się gatunek spożywanego chleba. Białe pieczywo, chleb, bułki i ciastka trafiły na stoły dworskie, zaś w XV wieku również na stoły ludzi średniozamożnych. Z mąki razowej i jęczmienia czy owsa przygotowywano różne gatunki pieczywa w domach biedniejszych. W domach ludzi prostych nie było z reguły pieca nadającego się do pieczenia, lecz tylko otwarte palenisko, na którym można było upiec jedynie podpłomyki. Zamiast ciastek, bułek i kołaczy ubożsi zadowalali się obwarzankami i pączkami uzyskiwanymi ze smażenia ciasta we wrzącym tłuszczu. Za przysmak uchodziły słodkie placki jęczmienne, podobnie jak każde słodkie ciasto przyprawiane miodem, który był jedynym środkiem słodzącym. Z tej przyczyny słodkie kołacze obowiązkowo trafiały na weselne stoły w celu podkreślenia znaczenia uroczystości[5].
W czasach nowożytnych (tj. od początku XVI wieku) kołacz był tak jak w średniowieczu ciastem obrzędowym podawanym na weselach. Wystawność uczty weselnej zależała od zamożności gospodarzy, ale zawsze starano się, by była jak najobfitsza. Kołacz weselny zwany na wschodzie korowajem wnoszony był uroczyście przy wtórze pieśni. Starosta weselny lub swat dzielił go między wszystkich gości, pierwsze kawałki dając nowożeńcom, a ostatnie rodzicom panny młodej. Uczcie, która szybko przekształcała się w zabawę taneczną, towarzyszyły muzyka i śpiew[6].
Kołacz znalazł się w licznych polskich przysłowiach i wyrażeniach przysłowiowych, które dokładnie opisuje Krzyżanowski[7]. Najstarszym z nich jest prawdopodobnie poniższe stwierdzenie staropolskiego poety Szymona Szymonowica z 1614 roku: „Niechaj kucharze potrawy dziwne wymyślają / Niechaj win rozmaitych hojno nalewają / kołacze grunt wszystkiemu, a może rzec śmiele / Bez kołaczy jakoby nie było wesele”[8],[9]. W XIX wieku podobne stwierdzenia potwierdzają: w 1852 roku Čelakovský[10] oraz w 1868 roku Masson[11] (Bez kołaczy nie wesele), jak również praca Niezabitowskiego[12] w 1886 i Adalberga[13] w 1894 (Bez kołaczy jakoby nie było wesela). Siedemnastowieczny rodowód ma stwierdzenie „Chowaj się na kołacz”, które podaje Grzegorz Knapski[14] w 1632 roku a potwierdzają Linde[15] w 1806 roku oraz wspomniani wcześniej Niezabitowski i Adalberg. Knapski podaje również inne stwierdzenie „Zjadłszy kołacz do chleba”, co potwierdza w 1746 roku Dąbrowski[16]. Również z XVII wieku datuje się powiedzenie „Nie twojej macierzyzny kołacz”[17] z 1618 roku co bardziej obrazowo tłumaczy się „Nie twojej gęby kąsek”. Kolberg[18] w 1875 roku podaje, że „dobry i owsiany placek, gdy nie ma kołacza”, zaś Cejnowa[19] w 1868 roku stwierdza: „Kòłácze muszą béc, chòc chleba nie ma”. W „Roczniku Leśniczym”[20] (z 1862) podane jest ironiczne przysłowie „Rzuć kołacz za las, a powracając go znajdziesz”, co powinno się rozumieć: „Nie odkładaj na później rzeczy korzystnych”. Znany komediopisarz Aleksander Fredro[21] stwierdza kategorycznie a Brzozowski[22] potwierdza: „Pierwej kołacz, potem książka”. Gloger[23] w swojej pracy podaje takie przykłady: „Bez prace nie będą kołace”, „Kto ze mną nie chce jeść chleba, ja z nim nie będę kołacza”, czyli „kto gardzi moją skromną strawą, to ja pogardzę jego łakociami”, „Bohacz ist kołacz a bidnyj i chliba ne maje”, „Ne mohły zwabyty kołaczom, a potomu ne mohły wybyty biczom”, „De Kum! de korowaj” co oznacza wielką odległość chrzcin od wesela czyli kumów od korowaja, kolebki od kobierca ślubnego. Wyraz kołacz pojawia się w wielu tekstach ludowych, chociażby w jednym z krakowiaków gdzie dziewczyna prosi matkę o przyspieszenie wesela: „Moja matulu moja rodzona / pieczże już kołacze / Niechże ten Jasieńko daremno / u drzwi nie kołacze”. W Krakowskiem śpiewano też tak: „Przywieziono nam ziele / od Węgier na wesele / przez Dunaj je wieziono / w kołacze posadzono”. Podane przykłady wskazują, że kołacz obecny był w przysłowiach, powiedzeniach i tekstach ludowych co najmniej od początku XVII wieku, gdyż z tego okresu datują się pierwsze źródła drukowane potwierdzające ten fakt.
Chleb w świadomości Polaków zwłaszcza w okresie zaborów miał znaczenie nieomal magiczne. Chleb otaczany był powszechnym szacunkiem mieszkańców wsi, który przejawiał się w licznych zwyczajach, takich jak naznaczanie chleba krzyżem przed przystąpieniem do krojenia czy przepraszanie chleba, który upadł na ziemię. Ów szczególny stosunek wynikał nie tylko z niedostatku i głodu, ale także z nadprzyrodzonych, sakralnych właściwości chleba, który w różnej postaci towarzyszył wszystkim ważnym świętom religijnym i rodzinnym. Chlebem i solą witano powracającą z kościoła parę nowożeńców, którzy podczas wesela dzielili między gości specjalny rodzaj chleba – weselny kołacz. Chleb mógł być wróżbą na przyszłość, zabezpieczeniem przed nieszczęściem, znakiem wyjątkowości wydarzeń, którym towarzyszył[24].
Jednym ze starszych źródeł drukowanych poświęcającym stosunkowo sporo miejsca kołaczowi na ziemiach polskich jest praca Zygmunta Glogera „Obchody weselne”[25]. Autor napisał tę książkę pod pseudonimem Pruski i wydał ją w Krakowie własnym nakładem w 1869 roku. Ze względu na rolę pieczywa obrzędowego kołacz zajmował ważną rolę podczas wesela. Autor poświęcił mu dwa osobne rozdziały: ósmy – „Pieczenie Korowaja, Kołacza” oraz siedemnasty – „Obdzielanie korowajem, kołaczem”. Według opinii Glogera w pewnym uproszczeniu można przyjąć, że to weselne pieczywo obrzędowe zwane było w zachodniej części ziem polskich kołaczem, zaś we wschodniej – korowajem. Znaczenie obrzędowe było podobne i tylko nazwy były inne. Wygląd, kształt i skład kołacza/korowaja też był różny, ale jego ważna rola obrzędowa była nie tylko na obszarze etnicznie polskim, ale wykraczała również poza ten obszar. W dawnej Litwie placek i piróg weselny był znakiem bóstwa „Gondu”, zaś litewskie nazewnictwo korowaja i kołacza było „karwòjus” oraz „korowajus”. W czasach Glogera w XIX wieku nazwa kołacz była popularna na Mazowszu, w Wielkopolsce, w Krakowskiem, czyli generalnie nad Wisłą i Wartą. Można stąd wysnuć wniosek, że bliskość Wielkopolski oraz ziemi krakowskiej w stosunku do Śląska, jest wystarczającym dowodem na wzajemne przenikanie się obyczajów oraz nazewnictwa w odniesieniu do takich wyrazów jak „kołacz”, który funkcjonuje równolegle w wersji gwarowej jako „kołocz”. Na wschodnich krańcach ziem polskich wyraz „korowaj” dominował w XIX wieku nad Dniestrem, Dnieprem i Bugiem, przyjmując zmodyfikowane formy takie jak chociażby „Korowal” funkcjonujące w Lubelskiem czy Łomżyńskiem. Ciekawą jest rzeczą, że na dalekim Wołyniu pieczono korowaj oddzielnie od kołacza[26], co świadczyć może o występujących różnicach pomiędzy nimi w tamtym rejonie.
Z samym procesem wypieku związane były różnego rodzaju symbole czy znaczenia, które z dzisiejszego punktu widzenia mogą w niektórych przypadkach być traktowane jako gusła czy przesądy. I tak przykładowo były regiony, gdzie podczas mieszania składników odbywały się tańce, śpiewy i wesołe klaskanie w dłonie. Również taniec z ciastem a później z gotowym pieczywem miał pomóc w tym, aby wypiek się udał czyli „wydarzył”, gdyż „niewydarzenie się” kołacza/korowaja uważano za najgorszą wróżbę. Obrzędowość śpiewów polegała na wezwaniu samego Boga, aby przy rozczynianiu i zamieszaniu obecna była „boża ręka”, która będzie z nowożeńcami przez całe ich życie. Mąka miała być „światła i przednia”, samo pieczywo ogromne, bo to miało być oznaką przyszłego dostatku nowożeńców. Spośród licznej symboliki różnych elementów towarzyszących kołaczowi/korowajowi można wymienić np. fakt dekorowania upieczonego pieczywa za pomocą gałązek różnego rodzaju krzewów, ziół czy nawet drzew, w tym owocowych, co symbolizować miało m.in. życzenia, aby w życiu nowożeńców „zakwitł raj pomyślności i wiecznej wiosny”[27].
Wyjątkowość obrzędowego ciasta weselnego była tak duża, że w niektórych rejonach (np. na Litwie) na weselach wdów i wdowców nie piekło się go wcale, gdyż jak uważano wypiek ten jako symbol życia jest tylko jeden na całe życie, więc o wdowie i wdowcu mówiono, że „już mieli swój korowaj”. Znaczenie symboliczne weselnego korowaja i kołacza było ogromne, dlatego też i sam akt pieczenia był bardzo ważny. Ciasto to piekło się jako pszenne, w niektórych okolicach tylko żytnie, zaś po domach możnej szlachty przekładane było masą migdałową, owocową czy serową[28]. Kształt kołacza i korowaja w XIX wieku był zazwyczaj okrągły, ale znaczna też ilość tego pieczywa była podłużna. W wielu przypadkach nie jest możliwe dzisiaj jednoznaczne określenie dokładnego wyglądu kołacza w danym rejonie. Sprawa jest ułatwiona jeśli zachowały się jakieś opisy lub ryciny.
Nazwa kołacza stosowana była również do ciast nieweselnych przygotowywanych na różnego rodzaju święta doroczne i uroczystości rodzinne. Wypieki takie często były przekładane makiem, serem, owocami czy kapustą. W ziemi bielskiej na Podlasiu popularne było jeszcze pieczywo z mąki grochowej wypiekane na uroczyste święta. Jeżeli rodzina osobiście nie przygotowywała kołacza/korowaja, to za jego przyrządzenie (w XIX wieku) nie płaciła pieniędzmi, ale warzywami, przędziwem, drobiem, gdyż nie godziło się oceniać obrzędowego chleba wartością pieniądza.
Samo dzielenie kołaczem na weselu było czynnością ważną i obrzędową. Pieczywo było uroczyście wnoszone do izby i kładzione na środku biesiadniczego stołu. W dawnej Polsce u możnych wyglądało to tak jak w opisie Szymonowicza: „Laską w próg uderzono; już kołacze dają / A przed kołaczami panie nadobne śpiewają / I taniec prędki wiodą i kleszczą rękami / Zabawmy oczy tańcem a uszy pieśniami”. W XIX wieku wnoszeniu i krojeniu kołacza również towarzyszyły śpiewy, jak chociażby nad Wartą i Bzurą gdzie wyznaczeni drużbowie krajali kołacz przy śpiewie drużek: „Kołaczu, kołaczu / kto na ciebie orał / Stasieńko z Kasieńką / kiedy ją namawiał”. W dalszej części tej pieśni przedstawiano ludzi, którzy przyczynili się do powstania kołacza i tak można z tych śpiewów dowiedzieć się kto podsiewał, kto z pola wiózł, kto do młyna woził, kto rozczyniał i w piecu palił, w końcu kto „rozkrawał”. Wszystko robił Stasieńko z Kasieńką, a tylko rozkrawała starsza druhna i ludzi obdzielała. Przykład ten pokazuje obrzędowe znaczenie kołacza gdyż urósł i powstał ze wspólnej pracy dwojga młodych, więc jest znakiem ich przeznaczenia do wspólnego życia i wspólnej pracy na chleb. Nie wszędzie kołacz musiał być przygotowywany razem przez młodych. Przykładowo nad Pilicą panna młoda zwykle sama wypiekała kołocz na swoje wesele, a drużbowie pod koniec uczty wnosili go uroczyście przy śpiewie biesiadników: „A witajże z nami / kołaczu rumiany / od Pana Jezusa i Najświętszej Panny / do starszej swachy zesłany / Swachy go pokrajcie / gościom go rozdajcie / niech go pożywają / Panu Jezusowi i Maryi Najświętszej / cześć i chwałę dajcie”. Nad Wisłą, Wisłoką, Dunajcem i Sanem przy krajaniu i obdzielaniu kołaczem śpiewali: „Pan drużba kołacz siecze / aże mu z czoła ciecze / pan drużba kołacz kraje / sąsiadom go rozdaje”. W wielu regionach za złą wróżbę uważano jeśli by dla kogoś zabrakło kołacza. Rozdzielanie bowiem tego ciasta między weselników było nie tylko symbolem obfitości ale i gospodarności. Nie było istotne, aby dostać większą porcję od innych, ale ważne było, żeby przy takim podziale wszyscy dostali po równo, czy to bogaci czy ubodzy, czy słudzy czy gospodarze, czy krewni czy obcy, czy dzieci czy dorośli, wreszcie czy to obecni czy nieobecni. Według relacji Glogera w jego czasach samych pieśni do kołacza i korowaja było około 200. On sam osobiście zetknął się z osiemdziesięcioma i pomimo, że były różnice pomiędzy poszczególnymi regionami to w kontekście kołacza stwierdził tak: „Jeden jest obyczaj w narodzie, jeden duch, który go przenika i jedna wiara historyczna”[29]. Tak więc można stwierdzić, że pomimo regionalnych różnic, w tym występujących na pogranicznym Śląsku, geneza kulturowa i symbolika obrzędowości (związana z kołaczem) w swoim zasadniczym znaczeniu są podobne do siebie i wyrosły jakby ze wspólnego pnia. Z biegiem wieków poszczególne regiony dołożyły do „obrzędowości kołacza” niejako coś od siebie, powodując tym samym uwypuklenie różnic typowych dla danego miejsca.
Na Śląsku co najmniej od XVIII wieku wysoko ceniona była tradycja „przyczyniania się” osób zaproszonych do uczty weselnej, czyli tzw. „poczta”, „posyłka” (północna część Śląska Opolskiego) lub „wysłużka”, „podarek” (południowa część Śląska)[30]. W XVIII wieku „podarek” składał się z bochenków chleba, jagieł, kur, kaczek lub gęsi. Z biegiem czasu produkty na podarek przeznaczone były zazwyczaj do wypieku ciast, dlatego też zazwyczaj były to jaja, masło, mak, ser, cukier, mleko, marmolada. Zwyczaj ten mógł poprzedzać wykształtowanie się następnego zwyczaju, szczególnie popularnego na Śląsku, jakim było „chodzenie z kołaczem”. Odniesienia do kołacza z okazji śląskiego wesela odnotowane są w literaturze co najmniej od II połowy XIX wieku. W pamięci ludzkiej zachowały się również pewne odniesienia z tamtych czasów, co można ukazać na poniższym przykładzie przemówienia drużbów: „My drużbowie prosimy was / Sławetny panie ojcze i pani matko / Na krótkie pogadanie / Na długie posiedzenie / Na sądeczek miodu starego / Na dwie beczki piwa dobrego / Na dwa pieczywa chleba / Na jedno pszennego / Na drugie rżanego / Na trzecie kołacze / Co to gemba do nich skacze”[31].
 
 
Kołacz w XX wieku i współcześnie
 
Śląsk jako kraina pograniczna leżąca pomiędzy trzema głównymi obszarami kulturowymi, tj. polskim, niemieckim i czeskim, z każdego z nich przyjęła coś do swojej tradycji i kultury. Stąd też prace dotyczące kołacza znaleźć można zarówno w piśmiennictwie polskim jak i niemieckim (nieco mniej wiadomo o kołaczu w piśmiennictwie czeskim). Przed I wojną światową w „Ilustrowanej książce kucharskiej” wydanej w 1913 roku w Frankfurcie nad Menem[32], znaleźć można przepis na „dobry kołocz śląski z posypką, ulubione ciasto naszego cesarza”, jak pisała autorka. Rok później, tj. w 1914 roku, ukazała się w Nysie „Książka kucharska dla uczennic pensjonatu klasztoru im. Św. Jerzego” wydana przez siostry zakonne, w której to książce podano przepis na kołocz z posypką[33]. W okresie międzywojennym, a w szczególności w latach trzydziestych, ukazało się kilka pozycji w języku niemieckim dotyczących kołocza. Przepis na kołocz śląski z posypką podany został w 1931 roku w książce pt. „Podstawowe receptury jako klucz do sztuki kucharskiej”[34], zaś przepis na kołocz z posypką oraz nadziewany kołocz z posypką znalazł się w „Książce kucharskiej dla wiejskich gospodarstw domowych” wydanej prawdopodobnie nie później niż w latach trzydziestych[35]. W „Niemieckiej czytance szkolnej dla szkół ludowych, klasa 3 i 4” znajduje się legenda[36] o skrzatach i kołaczu jak również wiersz pt. „Kołocz z posypką”[37] podany poniżej w tłumaczeniu Anny Myszyńskiej: „Kołocz z makiem, twarogiem, jabłkiem / kołocz śląski z posypką / na całym Bożym świecie / takiego dobrego nie zjecie! / Chociażby nie wiem jak inny dobry był / nie pasuje na nasz stół // Co tam beza i ciastko z jabłkiem / z makiem baba albo bez? / Co tam pączki, precle, torty?/ wszystko to jakieś inne jest. / A śląski kołocz możesz jeść i jeść / i nigdy nie będziesz miał dość! // Taki kołocz jest bialutki i mięciutki, / wygląda jak malowany! / W każdym kawałku rodzynka / z każdego kawałka wycieka masło / aż ślinka cieknie!”
Wspomniana wcześniej legenda podaje opowieść o tym, jak w zamierzchłych czasach mieszkające w Dolinie Nysy niewielkie skrzaty pokazały sprytnej dziewczynie w jaki sposób piec kołacz, a ona zaś przekazała tę wiedzę innym ludziom zamieszkującym Śląsk. Podobną wersję podał żyjący w latach 1868-1946 niemiecki badacz śląskich legend Oskar Kobel[38]. W książce „Zbiór baśni górnośląskich”[39] znajduje się nieco inna wersja legendy o kołoczu. Otóż podaje ona, że w powiecie grodkowskim idąc z Chocieborza w kierunku na Kamiennik widać zaraz przed wsią, po prawej stronie „górę skrzatów”. Skrzaty z tej góry miały obdarować kołoczem parobka, który ich o to wcześniej poprosił. Przykłady legend śląskich o kołoczu wskazują na jego silny związek z regionem oraz na ważną rolę w życiu ludzi, skoro trafił nawet do opowieści tego typu.
W XX wieku w języku polskim oprócz wcześniej funkcjonujących przysłów i wyrażeń przysłowiowych dotyczących kołacza, pojawiły się i nowe jak np.: „Kołacza pragnij, lecz chleba nie porzucaj”[40] z 1930 roku, czy też: „Jak kołacz jest rzadko, to lepiej smakuje”[41] z lat pięćdziesiątych XX wieku. Odnosząc się do zakrztuszenia mówiono, że „do kołoczowej dziurki wpadło”. Stwierdzenie to jest wciąż w użyciu w jednej ze śląskich rodzin od co najmniej 100 lat i mówiła tak osoba urodzona jeszcze w II połowie XIX wieku w Mysłowicach i mieszkająca później w Kostuchnie – obecnej dzielnicy Katowic[42]. Inne powiedzenie o kołaczu odnosi się do bogactwa. Jeżeli ktoś był wyjątkowo zamożny, to można było o nim powiedzieć: „Jest tak bogaty, że ma kołocz za Betvorleger”, czyli dywanik przed łóżkiem[43].
Tradycja kołacza śląskiego jako pieczywa obrzędowego, szczególnie weselnego, jest wciąż obecna na Śląsku Opolskim oraz Śląsku Górnym. Jedną z przyczyn, dla której właśnie w regionie śląskim szczególną pozycję posiada kołacz może być fakt, że mieszkańcy terenów pogranicza w szczególny sposób byli przywiązani do swojej tradycji i w większym stopniu dbali o własne dziedzictwo kulturowe. Ludność żyjąca na pograniczu kulturowym posiada szczególnie silną potrzebę identyfikacji, zaś kołacz jest jednym z takich charakterystycznych wyróżników. Wyróżnikiem jest również nazwa, gdyż wyroby podobne do kołacza śląskiego, w Wielkopolsce nazywane są plackiem drożdżowym, zaś śląski wyraz posypka w innych regionach kraju to kruszonka. Nazwa gwarowa kołocz, jest tożsama znaczeniowo z wyrazem kołacz, który jako pieczywo obrzędowe spełniał funkcje niemalże magiczne. Skoro zaś na Śląsku kołacz uważany był za wyrób magiczny, to i przy jego wypieku musiały być spełnione odpowiednie warunki. Wypiekiem zajmowały się wyspecjalizowane gospodynie, które m.in. nie mogły dopuścić do przeciągów. W czasie pieczenia kołacza nie dopuszczano mężczyzn do kuchni[44].
Bardzo ważnym zwyczajem śląskiej obrzędowości weselnej jest tradycja „roznoszenia kołacza” lub „chodzenie z kołaczem”. Na 3-4 dni przed weselem przyjęte było zanoszenie gotowego kołacza (wypieczonego m.in. z przysłanych narzeczonym produktów) zaproszonym na wesele ludziom (tym, co przysłali „pocztę”). Oprócz osób, które przysłały pocztę, wypiek zanoszono również do wybranych osób spoza tego grona, głównie do księdza, nauczyciela, ubogich. W rejonie Raciborza, Koźla, Głubczyc otrzymanie kołacza uważane było za potwierdzenie zaproszenia na wesele. Tradycyjnie z okazji wesela wypieka się „kołacz z makiem”, „kołacz z syrem”, „kołacz z posypką” oraz „kołacz z jabłkami”. Tak jak dawniej roznoszenie kołacza należało do nowożeńców, tak z biegiem czasu byli oni wyręczani przez rodzeństwo czy dzieci sąsiadów. Niemniej jednak nowożeńcy osobiście udają się do bardziej poważanych osób. Obdarowani kołaczem wręczają przynoszącym życzenia dla nowożeńców a niekiedy drobne upominki. Przy roznoszeniu kołacza obowiązuje zasada wzajemności oraz określona kolejność, mająca na uwadze pozycję obdarowywanej rodziny w kręgu krewniaczym i sąsiedzkim. Specjalnie pieczone i dekorowane ciasto zanosi się najpierw do domu pana młodego, a z jego domu dla rodziny narzeczonej. Kołacz dla przyszłej teściowej zanosi przeważnie synowa osobiście, wręczając jej przy tej okazji prezent[45].
Zdarzało się, że jeżeli w sąsiedztwie osoby obdarowanej kołaczem inni nie dostąpili tego zaszczytu, to obdarowany zapraszał ich na spotkanie, które cieszyło się dużą popularnością, co streszczone jest w poniższych słowach: „Bo dostać kołocz weselny, to było tyż coś, to był zaszczyt, nie ma sie co śmioć. Sąsiadki mówią wtedy do tych, które nie dostały kołacza: „Pódź, pódź, bo mom kołocz weselny” i dzielą się nim, jak święconym. Jak się ma ciasto, to choć trochę chowa się na dzień wesela, żeby wtedy też go zjeść. To tak niby, że człowiek też jest na tym weselu”[46].
Specjalnie pieczony kołacz, ozdabiany symbolami miłości (serce, czerwony kwiatek), zaślubin (wianek, obrączki), trwałości związku (kamyk) i innymi znaczkami, wymieniali między sobą nowożeńcy. Wzajemne obdarowywanie się kołaczem stanowiło okazję do swoistej rywalizacji między nowożeńcami. Uważano bowiem, że ta strona, która pierwsza doręczy kołacz do domu współmałżonka, będzie przewodziła w małżeństwie[47]. W niektórych okolicach, np. Raciborza, Rybnika, Strzelc Opolskich wręczanie kołacza odbywało się bardzo uroczyście i przybierało formę widowiska określanego jako „komedyja”, „jadą z komedyją”. Zanosiły go w wesołym pochodzie kucharki i druhny, które wręczając kołacz wygłaszały okolicznościowe wiersze objaśniające widoczne na kołaczu symboliczne ozdoby – „znaczki”[48]. Poniżej podano fragment przykładowej „oracji” z okolic Raciborza przy obdarowywaniu kołaczem Panny Młodej w imieniu Pana Młodego[49]: „Janek ten kołocz ustroił i tobie go posyła. Tak my przyszli z tym kołoczem i on jest taki, uważaj na jego oznaki. Teraz ci wytłumaczymy co ma za znaczenie. W tym kołoczu jest wiara, nadzieja i miłość. Tak pokrzywa znaczy miłość aby paliła, a te serduszka by cię kochało, a nigdy nie opuściło. Ten kawałek sera, abyś była mężowi szczera. Te trocha maku, abyś nie miała po innym smaku. Z temi powidłami byś go nie myślała gonić po placu z widłami (...) Ta kromeczka chleba znaczy byście się mocno kochali i zawsze szwarne dzieci mieli. Te cukierki znaczą by słodkie życie było. Te pieniądze by nigdy nie było u was nędzy, a ta lebioda by u was była zawsze zgoda, a ta trochę paproci byście żyli w dobroci, a tu jest klucz od sieni, by była z ciebie dobra gospodyni. Ile jest kwiatek tyle ci życzymy dziatek. A ta lipa znaczy byś nie leżała w łóżku jak klipa. Janek powiedział mi na uszko, że ci będzie często zagrzewał łóżko. A wiesz jak się to stanie? On cię często przyciśnie ku ścianie. A ta słoma, żebyś była zawsze w doma. A ten kamień znaczy, byście żyli zawsze w dobroci na wieki wieków. Amen.”
Oracja do Pana Młodego w imieniu Panny Młodej przy wręczaniu kołacza może wyglądać tak[50]: „Przynosimy ci kołacz od panny młodej. Popatrz Józku, jak ten kołacz jest przyozdobiony różnymi kwiatami, a każdy kwiat ma jakieś znaczenie: kwiat biały to niewinność, kwiat czerwony to miłość, przez którą żeście się poznali i która was zaprowadzi do stóp ołtarza, gdzie przysięgać sobie będziecie wierność i miłość na całe życie. Kwiat żółty to zazdrość. Nie pozwól Józku, aby zazdrość wkradła się w Wasze serca, bo wtenczas zniweczy wszystkie więzy małżeńskie. Między tymi kwiatami jest i pokrzywa, gdy ją zerwiesz to pali. Tak w życiu waszym przyjdą różne nieporozumienia, nawet i ostre słowa, ale bądź cierpliwy. Jest tu kołacz z serem, żebyś dla swej żony był zawsze szczerym. Jest tu kołacz z maku, żebyś nie miał do innej smaku. Jest tu kołacz z marmoladą, żebyś był w domu, jak bociany przyjadą. Popatrz, jest tu także ciernie. Ciernie to znak ukoronowania Pana Jezusa. Tak w życiu waszym małżeńskim Bóg nawiedzi was chorobą lub innymi nieporozumieniami i nieprzyjemnościami, ale znoś to wszystko cierpliwie”.
Współcześnie może mieć miejsce przeredagowanie wcześniejszych, np. międzywojennych tekstów wygłaszanych przy wręczaniu kołacza, niemniej jednak przenoszą one niejako wcześniejsze wierzenia co do symboliki tego aktu. Taki przeredagowany tekst może brzmieć: „Je tu tyż trocha maku / abyś ni mieł po inksze smaku / trocha syra / aby pyrszo była cera / kusek lipy / abyście nie spali jak dwie klipy”. I choć współcześnie na ogół powszechna jest wiedza, że kołacz jako pieczywo obrzędowe reaktualizować miał mityczny czas początku i uruchomić moce płodności, to mało znany jest fakt, że mak uznawany był dawniej za środek mediacyjny, który umożliwiał przekraczanie granic zaświatów i wyzbywanie się wielu ograniczeń. Nadto mak od wieków był symbolem płodności i urodzaju. Darowany młodej parze wyrażał niewątpliwie podtekst życzeniowy, jak i zabezpieczający w momencie przejścia, czyli przechodzenia procesu zmiany statusu[51].
Na Śląsku oprócz nazwy kołacz czy kołocz spotkać można nieraz jeszcze inne określenia. Przykładem może być wyraz „kołołcz”, który jest w użyciu w regionie Gogolina[52] czy też wyraz „kołoc” ewentualnie „kołc” używany w rejonie Kujakowic k/Kluczborka[53].
Do dzisiaj na Śląsku dołącza się do kołocza weselnego bileciki z życzeniami od nowożeńców. Treść ich jest różna, niemniej jednak zawsze jest odniesienie do kołocza. Przykładowe treści takich życzeń podano poniżej[54]: „Jak te dwa gołąbki / szczęśliwe w swoich trelach / tak i my chcemy się podzielić / kołaczem z naszego wesela” z Grocholubia (1998 rok), „By Bóg błogosławił / nasz związek / abyśmy byli zawsze weseli / młoda para od serca kołaczem / się dzieli” z Krapkowic (2004 rok), „Jak obyczaj każe stary / Według ojców naszych wiary / Kołaczem się z Wami dzielimy / I smacznego Wam życzymy” z Kamionka (2006 rok). I dalej[55]: „Aby nasi znajomi w pamięci / nas mieli / Młoda Para od serca / kołaczem się dzieli”, „Jak obyczaj każe stary / Śląski zwyczaj mamy / Weselnym kołaczem się dzielimy / Byście razem z nami się cieszyli / Smacznego!!!”, „Kołaczem weselnym się dzielimy / Gdyż obyczaj to stary / Więc smacznego Wam życzymy / na szczęście młodej pary”. Kołocz pakowany może być w biały papier[56] lub celofan[57], na górze znajdować się mogą wypisane nazwiska obdarowanych, a całość jest przystrojona zieloną gałązką mirtu. W niektórych rejonach Śląska przyjęte jest aby znajomi i sąsiedzi, a na wsiach nawet wszyscy mieszkańcy, otrzymali kołocz – po dwa kawałki: z serem i makiem[58]. Kołocz zwyczajowo spożywało się za pomocą rąk. Tradycja ta utrzymała się do dzisiaj, niemniej jednak na bardziej oficjalnych spotkaniach wykorzystuje się widelczyki lub łyżeczki.
 

 


[1]     Wielka Ilustrowana Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga, t.VIII, Kraków 1929-1934, s.21
[2]     Wielka Encyklopedia Polski, Wydawnictwo Kluszczyński, Kraków 2004, t.1, s.551
[3]     Bockenheim Krystyna, 2003: Przy polskim stole, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, s.11
[4]     Korczak Lidia, 2005: Wieki średnie, w: Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych, red. Chwalba Andrzej, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, s.38
[5]     Ibidem, s.58
[6]     Ferenc Marek, 2005: Czasy nowożytne, w: Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych, red. Chwalba Andrzej, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, s.136
[7]     Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych, t.II K-P, red. Krzyżanowski Julian, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s.103
[8]     Szymonowic Szymon, 1614: Sielanki i pozostałe wiersze, Wrocław 1964, Biblioteka Narodowa I 182
[9]     Kowalski Piotr, 2007: Opowieść o chlebie czyli nasz powszedni, Wydawnictwo IKON, Kraków, s.181
[10]    Čelakovský František Ladislav, 1852: Mudrosloví narodu slovenského ve prislovich, Praha
[11]    Masson Moritz, 1868: Mudrost narodnaja w pasłowicach o Niemcew, Russkich, Francozow i drugich odnoplemiennych im narodow, Petersburg
[12]    Niezabitowski Stanisław, 1886: Przysłowia i opowieści, Biblioteka Jagiellońska w Krakowie, rękopis nr 5337/1, 5337/2, 5337/2/3, 5337/3
[13]    Adalberg Samuel, 1894: Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich, Warszawa 1889-1894
[14]    Knapski Grzegorz, 1632: Thesauri polono-latino graeci (...), Kraków
[15]    Linde Samuel Bogumił, 1806: Słownik języka polskiego, t. I-VI, wyd.3, Warszawa 1951
[16]    Dąbrowski Stanisław Tomasz, 1746: Przysłowia polskie zebrane, do dyskursu służące, w: Subsidium ad condiscendam sacram (...), Warszawa
[17]    Rysiński Salomon, 1618: Przypowieści polskie przez Salomona Rysińskiego zebrane, a teraz nowo wydane i na centurii ośmnaście rozłożone, wyd. II, [brak miejsca wydania] 1619
[18]    Kolberg Oskar, 1875: Dzieła wszystkie. Lud – jego zwyczaje, sposób bycia, Krakowskie, cz.IV, Warszawa-Wrocław-Poznań 1961-67
[19]    Cejnowa Florian, 1868: Skorb kaszebsko-slovjnskje move, Świecie, 1866-1868
[20]    Rocznik Leśniczy. Dzieło zbiorowe. Rok drugi, Warszawa, ss.253-255
[21]    Fredo Aleksander, 1876: Zapiski starucha. Dzieła, t.XI, Warszawa 1880, ss.211-260
[22]    Brzozowski Franciszek Korab, 1896: Przysłowia polskie, Kraków
[23]    Gloger Zygmunt [ps. Pruski], 1869: Obchody weselne, Kraków
[24]    Kałwa Dobrochna, 2005: Polska doby rozbiorów i międzywojenna, w: Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych, red. Chwalba Andrzej, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, s.274
[25]    Gloger Zygmunt [ps. Pruski], 1869: Obchody weselne, Kraków
[26]    Ibidem, s.137
[27]    Ibidem, s.139
[28]    Ibidem, s.140
[29]    Ibidem, s.333
[30]    Wesołowska Henryka, 1986: Wesele śląskie dawniej i dziś, wypis na podstawie pracy „Przemiany zwyczajów rodzimych u rdzennych mieszkańców Śląska Opolskiego”, Kwartalnik Opolski, 1986, nr 1, s.19-24, w: „Tradycyjne zwyczaje i obrzędy śląskie – wypisy”, red. Smolińska Teresa, Uniwersytet Opolski, Opole 2004, ss.118-123
[31]    Ibidem, s.110
[32]    Hahn Mary, 1913: Feiner schlesischer Streuselkuchen, ein Lieblingskuchen unseres Kaisers (Dobry śląski kołocz z posypką, ulubione ciasto naszego cesarza), w: Illustriertes Kochbuch (Ilustrowana książka kucharska), Frankfurt am Main, ss.317-318
[33]    Frauen Schwestern des St. Georgstifts, 1914: Streuselkuchen (Kołocz z posypką), w: Kochbuch für die Schülerinnen des Haushaltungs Pensionats St. Georgstift (Książka kucharska dla uczennic pensjonatu klasztoru pw. Św. Jerzego), Frauen Schwestern des St. Georgsstifts Selbstverlag, Neisse Ober Mährengasse, ss.226-227
[34]    Kopp Cornelia, 1931: Schlesischer Streuselkuchen (Kołocz śląski z posypką), w: Grund Rezepte als Schlüssel zur Kochkunst“ (Podstawowe receptury jako klucz do sztuki kucharskiej), Verlag Otto Bayer, Leipzig-Berlin-Zürich, przepis nr 3904
[35]    Bergel Gertrud, rok nieznany (przed 1945): Streuselkuchen, Gefüllter Streuselkuchen (Kołocz z posypką Nadziewany kołocz z posypką), w: Kochbuch für den Ländlichen Haushalt (Książka kucharska dla wiejskich gospodarstw domowych), Landesbauernschaft Schlesien, Schweidnitz in Schlesien (Świdnica), ss. 118-119
[36]    Sabel Robert, 1937: Vom Schlesischen Streuselkuchen und von den Fenismännchen (O śląskim kołoczu i o skrzatach), w: Deutsches Lehrbuch für Volksschulen 3. und 4. Schuljahr (Niemiecka czytanka szkolna dla szkół ludowych 3 i 4 klasa), W. Cruwell, Dortmund – Breslau, ss.197-198
[37]    Bauch Hermann, 1937: Sträselkucha (Kołocz z posypką), w: Deutsches Lehrbuch für Volksschulen 3. und 4. Schuljahr (Niemiecka czytanka szkolna dla szkół ludowych 3 i 4 klasa), W. Cruwell, Dortmund – Breslau, s.42
[38]    Kobel Oskar, 1990: Wie die Schlesier zu ihrem Streuselkuchen kamen (Jak Ślązacy doszli do kołocza z posypką), w: Sagen aus Schlesien (Podania Śląskie), wydanie II, (wydanie I w 1985), Husum Druck, Husum, ss.40-41
[39]    Schellhammer Karl Ernst, 1938: Oberschlesischer Sagenspiegel (Zbiór baśni górnośląskich), Peiskretscham OS (Pyskowice), ss.124-125
[40]    Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych, t.II K-P, red. Krzyżanowski Julian, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970, s.103
[41]    Ibidem
[42]    Białokoz Natalia, 2007: Dowód mam niepodważalny, list do redakcji, Gazeta Wyborcza (dodatek Opolski) z 9.08.2007
[43]       Kubiciel Sabina, 2007: Nasz symbol z posypką, Nowa Trybuna Opolska, 21-22.07.2007
 
[44]    Smolińska Teresa, 2007: Archaiczny kołocz i posypka muszą wejść do Unii Europejskiej, wywiad przeprowadzony przez Dorotę Wodecką-Lasotę, Gazeta Wyborcza (dodatek Opolski) z 6.08.2007
[45]    Wesołowska Henryka, 1989: Zwyczaje i obrzędy rodzinne, w: Folklor Górnego Śląska, red. Simonides Dorota, Katowice
[46]    Gerlich Halina, 1984: Narodziny, zaślubiny, śmierć – zwyczaje i obrzędy w katowickich rodzinach górniczych, Śląski Instytut Naukowy, Katowice, ss.62-63
[47]    Kurek Czesław, 1978: Tradycja i współczesność opolskich starostów weselnych, Instytut Śląski w Opolu, ss.20-23
[48]    Wesołowska Henryka, 1991: Zwyczaje i obrzędy rodzinne, w: Kultura ludowa śląskiej ludności rodzimej, red. Dorota Simonides przy udziale Piotra Kowalskiego, Uniwersytet Wrocławski, Wrocław – Warszawa, ss.228-234
[49]    Koczy Waleska, 1970: Kołocz weselny, Markowice k/Raciborza, maszynopis, ss.1-3
[50]    Wesołowska Henryka, 1989: Zwyczaje i obrzędy rodzinne, w: Folklor Górnego Śląska, red. Simonides Dorota, Katowice
[51]    Lach Kornelia, 2000: Wydarzenia, zwyczaje i obrzędy – folklor pogranicza polsko-czeskiego, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław, ss.52-53
[52]    Zimmermann Lutz, 2007: Wielkie pieczenie kołocza. Cukiernik zaprasza, Gazeta Wyborcza (dodatek Opolski) z 10-16.08.2007
[53]    Jantos Eleonora i Paweł, 2007: Relacja ustna na temat kołocza śląskiego (rozmowę przeprowadził i spisał w dniu 16.10.2007 Beniamin Godyla), Kujkowice Górne, powiat Kluczbork, rękopis, ss. 1-2
[54]    Koźlik Monika, 2007: List na temat kołocza śląskiego z 8.10.2007, Krapkowice, rękopis, ss.1-2
[55]    Wiercimok Sabina, 2007: List na temat kołacza z 2007 roku, Nakło k/Tarnowa Opolskiego, rękopis, ss.1-2
[56]    Kubiciel Sabina, 2007: Nasz symbol z posypką, Nowa Trybuna Opolska, 21-22.07.2007
[57]    Wiercimok Sabina, 2007: List na temat kołacza z 2007 roku, Nakło k/Tarnowa Opolskiego, rękopis, ss.1-2
[58]    Kubiciel Sabina, 2007: Nasz symbol z posypką, Nowa Trybuna Opolska, 21-22.07.2007